"Samotnia" Anny Kańtoch

To książka, która od pierwszych stron buduje atmosferę niepokoju. Nie takiego, który krzyczy i zmusza do szybkiego przewracania kartek, ale znacznie bardziej podstępnego – cichego, narastającego poczucia, że coś tu się nie zgadza. I właśnie to „coś” sprawia, że trudno odłożyć tę powieść.
Samotnia, odizolowane miejsce samo w sobie wydaje się idealną scenerią dla tajemnicy. Z dala od ludzi, codzienności i bezpiecznych schematów bohaterowie zostają skonfrontowani nie tylko z tym, co dzieje się wokół nich, ale również z własnymi lękami, wspomnieniami i sekretami.
Najbardziej interesujące jest jednak to, że autorka nie podaje wszystkiego na tacy. Zamiast prowadzić nas za rękę, zostawia ślady. Drobne szczegóły zaczynają nabierać znaczenia, pozornie niewinne wydarzenia budzą podejrzenia, a pytania pojawiają się szybciej niż odpowiedzi. Czy można ufać temu, co widzą bohaterowie? Czy każda tajemnica ma racjonalne wyjaśnienie? A może prawda jest znacznie bardziej niepokojąca?
„Samotnia” działa przede wszystkim dzięki klimatowi. Jest w niej coś dusznego i klaustrofobicznego, mimo że przestrzeń może wydawać się ogromna. Cisza nie uspokaja – przeciwnie, zaczyna niepokoić. Każdy odgłos, każde spojrzenie i każda niedopowiedziana rozmowa mogą oznaczać coś więcej.
Autorka pokazuje również, jak łatwo człowiek zaczyna wątpić we własne postrzeganie rzeczywistości. Kiedy zostajemy sami ze swoimi myślami, granica między tym, co prawdziwe, a tym, czego się boimy, może bardzo szybko się zatrzeć.
I chyba właśnie dlatego „Samotnia” zostaje w głowie na dłużej. To nie tylko opowieść o tajemnicy. To książka o samotności, strachu, pamięci i o tym, jak bardzo chcemy znaleźć logiczne wyjaśnienie dla rzeczy, których logicznie wyjaśnić się nie da.
Po przeczytaniu można zadać sobie pytanie: czy naprawdę poznaliśmy prawdę, czy tylko tak nam się wydaje?
Link do katalogu:



Komentarze